Najważniejsze, że pierwszy prawdziwie wolny weekend minął cudownie.
Zacznijmy od początku ;)
Piątek wieczór.
Po pracy spokojnie usiadłam w pokoju i odetchnęłam z ulgą PRZETRWAŁAM ten tydzień!!! Dałam radę, pomimo wielu chwil słabości, momentów załamania i chęci powrotu do domu, przetrwałam pierwszy tydzień jeszcze wiele tygodni przede mną, ale te pierwsze są najważniejsze (podobno).
Pojechałam uczcić to wraz ze znajomymi. Niestety musiałam jechać samochodem, ponieważ nikt nie mógł mnie zabrać ze sobą bo nikomu nie pasowało... No więc udałam się do Down Town posiedzieliśmy w Irish Pubie, następnie na chwilę poszliśmy do klubu Nectar, grają tu muzykę na żywo zazwyczaj rock nie spodobało mi się ... Ogólnie dziwnie czułam się w tym towarzystwie, ludzie, którzy znają się bardzo długo i ja... Nie ważne.
Wróciłam do domu ok 3 i tak minął piątek.
Sobota była jednym z najciekawszych dni. Do południa wylegiwałam się w łóżku, w końcu jak się zebrałam z łóżka wsiadłam do samochodu i odebrałam Irmę ( dziewczyna z Meksyku) z jej domu i pojechałyśmy do mnie. Spędziłyśmy trochę czasu na plaży popijając ochydne amerykańskie piwo bleah.
Po plaży zakupy zakupy zakupy jeju sklepy tutaj są dla mnie rajem! Serio serio!!!
Po aktywnym dniu z Irmą przyszedł czas na chill przy dobrym alkoholu (ta......)
Po 21 razem z Camilą, Juan i Jems'em pojechaliśmy na grilla do Caio. Pożegnalna impreza Pauliny...
Poznałam kilka innych Au Pair. Nie ukrywam, ze atmosfera była dość dziwna, ale tak chyba wyglądają początki każdego.
btw grill był przepyszny Caio przygotował najpyszniejsze potrawy jakie do tej pory w stanach jadłam.
Później było miasto, ale niestety imprezy w klubach kończą się o godz 2. a więc sobotnie melanżowanie skończyłam dość szybko.
Niedziela. Ostatni dzień weekendu, spędzony w połowie z host family w połowie z Irmą.
Urodziny Johna 9. Przyjęcie na plaży. Zjadłam tort dałam prezent poszłam do domu. Tak to wyglądało. Wyszłam z założenia, że spędzam z nimi na tyle dużo czasu w tygodniu, że w weekendy daje i im i sobie wolne :D.
A więc postanowiłam pojechać znów do Irmy. Szaleństwo zakupów w Marshalls ooo nie kocham kocham kocham ten sklep! Czułam się jak w raju!!! Tylko był jeden problem, nie mogłam wydać pieniędzy trzeba oszczędzać, a więc kupiłam jedną jedyną rzecz, mianowicie japonki.
Zmęczone łażeniem oglądaniem przeglądaniem i zastanawianiem się czy jest nam to potrzebne, uznałyżmy, ze idziemy coś zjeść. Irma wybrała miejsce gdzie pójdziemy
Chilis.
Uh najadłam się cholernie cholernie cholernie.
I tak minął mi weekend.
Jeszcze wieczorne plotki ploteczki z hostką i wreszcie leże w łóżu i mam zamiar położyć się spać!!!
Także dobranoc, a niektórym dzień dobry!
;*
to fajnie, a co było zjedzone ... to kurczaki w panierce ?
OdpowiedzUsuńżeberka i kurczaki w panierce.
OdpowiedzUsuńbtw nienawidzę wstawać rano!!! :O
zakupy zakupy zakupy te sklepy Iwona.. nawet przez ekran są rajem i dla mnie ;D::D
OdpowiedzUsuń