meet SALAD
sobota, 29 grudnia 2012
czwartek, 11 października 2012
POMÓŻMY SPEŁNIĆ MARZENIE
Zajmie Wam to tylko kilka sekund, a pomożecie spełnić marzenie mojego siostrzeńca.
Posiadając największą ilość głosów może wprowadzić jednego z zawodników podczas meczy Japonia Brazylia we Wrocławiu
Wchodzimy w link i klikamy lubię to!!!
http://mojarodzina.wroclaw.pl/zdjecie/tomasz-woszczyk
wtorek, 9 października 2012
dzień dobry Polsko
tak jestem w domu.
i cholernie się z tego cieszę!
pomijając fakt, że jestem chora.
co do usa
Wrócę w przyszłe wakacje,ale nie jako au pair. Z tego się wyleczyła .
Powodzenia wszystki au pairką tym obecnym i tym przyszłym!
Na ten czas:
i cholernie się z tego cieszę!
pomijając fakt, że jestem chora.
co do usa
Wrócę w przyszłe wakacje,ale nie jako au pair. Z tego się wyleczyła .
Powodzenia wszystki au pairką tym obecnym i tym przyszłym!
Na ten czas:
czwartek, 4 października 2012
Match
Okej jest kolejny i ostatni match. Jeśli się nie uda z przykrością muszę stwierdzić,że wracam do Polski.
A więc rodzina mieszka 10 min od White Plains,NY i 40min od Manhattanu. Mają dwie córki 11 i 14 lat.
Czekam na telefon od nich.
Miejmy nadzieję,że wszystko się uda. Choć nie ukrywam, że wczoraj już nastawiłam się na to, że wracam do domu i wkrótce zobaczę wszystkich!
A tu proszę,ale nie mów hop... wszystko przede mną :))
A więc rodzina mieszka 10 min od White Plains,NY i 40min od Manhattanu. Mają dwie córki 11 i 14 lat.
Czekam na telefon od nich.
Miejmy nadzieję,że wszystko się uda. Choć nie ukrywam, że wczoraj już nastawiłam się na to, że wracam do domu i wkrótce zobaczę wszystkich!
A tu proszę,ale nie mów hop... wszystko przede mną :))
wtorek, 2 października 2012
Piana party! :)
Tak tak ostatni weekend spędziłam z moimi wspaniałymi i uroczymi koleżankami z Kolumbii i Meksyku. Piątkowy wieczór spędzony bardzo delikatnie w Irish Pubie przy muzyce i piwie. Szaleństwa nie było, bo i powodów do radości również brak. Wiec po powrocie z pubu nocowałam u Daneli ;) ale że byłyśmy okropnie zmęczone szybko zasnęłyśmy a nowy dzień zaczęłyśmy ok 13.
Sobotni wieczór i dzień pełen szaleństwa. Spędziłyśmy go we czwórkę ja Irma Danel i Camila
zdjęcie stare,ale jedyne gdzie jesteśmy we 4 + jakiś gościu :P
No więc zdecydowałyśmy się, że jedziemy na imprezę typu piana party, gdzie Irma mogła wejść gdyz to jedyna impreza dla osób poniżej wieku czyli 18+. Czego się spodziewałyśmy? Wszystkich au pair na tej imprezie i tak też właśnie było. Większosć naszych znajomych była w klubie.
Na początek musiałyśmy stać ponad 30min w kolejce czekając na wjeście do klubu. No i później się zaczęło.
Nigdy nie lubiłam imprez typu piana party, ale od ostatniej imprezy chyba już je polubiłam. Zabawa była niesamowita. Po tym wszysktim udaliśmy się na after party do znajomego..... No i tu już się zaczęlo imprezowanie...
A więc trochę zdjęć:
lodówka au pair.
wieczorne after party 2 ;p
wtorek, 25 września 2012
dwa tygodnie
Dobra po dwóch tygodniach przerwy przyszedł czas żeby wszystko nadrobić, a jest co nadrabiać, bo w przeciągu tych dwóch tygodni wydarzyło się wiele ba! Bardzo wiele tutaj w tych jakże cudownych Stanach.
Zacznijmy od początku.
Wydawałoby się, że wszystko zaczyna się układać dobrze, że zaczynam się dogadywać z rodziną, z dzieciakami, że odnajduję się w Shelburne, niestety to było złudne przeczucie.
Zaczęłam sobie uświadamaiać, że jednak to wszystko nie zacznie pracować tak jak powinno, że dzieci jednak mnie polubią i że złapiemy jakiś kontakt. Więc zebrałam się w sobie i zadecydowałam nie chcę tutaj mieszkać, chce być gdzie indziej nie pasuję do tej rodziny i do reguł jakie oni narzucili mnie a przede wszystkim sobie i swoim dzieciom, bo ja jako tako się dopasować mogę na rok, ale nie przyjechałam tu po to żeby po każdym dniu pracy padać na pysk i obawiać każdego kolejnego dnia co te dzieciaki będą wyrabiać. Tak więc napisałam skormnego maila do mojej LCC z wiadomością iż chcę zmienić rodzinę... Po otrzymaniu wiadomości zwrotnej poinformowałam o tym hostkę, która była zawiedziona to mało powiedziane, była wręcz wściekła i sklonna żeby mnie zabić wzrokiem, ale nie ważne skoro powiedziałam A to i muszę powiedzieć B.
To było jakoś późnym wieczorem, wiec poszłam do swojego pokoju i zaczęłam analizować, że moża faktycznie byłam zmęczona ona też to był ciężki tydzień i może jednak uda się ponownie nawiązać jakąś współpracę.
Kolejnego dnia otrzymałam telefon od mojej LCC, która poinformowała mnie, że niebardzo mogę zmienić rodzinę i prosiła mnie wręcz moze nie błagała,ale prawie błagała żebym przeczekała jeszcze kolejny miesiąc. Z racji tego,że polubiłam moją lcc zgodziłam się i udałam się na kolację z moją hostką. Obie usiadłyśmy zaczęłyśmy rozmawiać no i dobra okej zacznijmy od nowa. Po kolacji nadal mnie to nurtowało, ze jednak tak być nie może, to wszystko będzie mega sztuczne, co oni sobie wyobrażają więc zasięgnęłam internetowej facebookowej wiedzy wśród innych au pair pytając jak to rzeczywiście ma wyglądać, czy mogli mi odmówić po miesiącu pracy zmianę rodziny, przecież doskonale wiem, że nie nadaję sie do tej rodziny, że nie pasujemy do siebie a co najważniejsze nie dogadujemy się. Co się okazało mialam rację, nie mogą tego zrobić, a więc dumna z siebie udałam się ze znajomymi do pubu cała w skowronka....
Sobotni poranek był okropny gdyż obudziłam się i zaczęłam żeby to ładnie ując ryczeć jak nie wiem co...Byłam skłonna zrezygnować z tego wyjazdu i wrócić do Polski (niestety) na właśny koszt moi kochani rodzicie moja siostra i mój brat bardzo mnie wsparli w tym momencie i podtrzymywali mnie na duchu, więc przez chwilę nie martwiłam się tym, że dobra wróce do Polski zrezygnuje poddam się.... Z racji tego, że to była sobota więc mój dzień wolny, postanowiłam poprawić sobie humor na zakupach gówno! Humor się nie poprawił gdyż dostałam sms od hostki, pracujesz w niedziele bo my musimy gdzieś jechać... Więc nici ze spotkanie ze znajomymi. Posłusznie wróciłam wcześniej do domu co by się wyspać i wstać rano ok 6 i zacząć pracę...
Niedziela rano, obudziłąm się o 6 zaczęłam pracę tzn myślałam, że zaczęłam, fakt zaczęło się coś, ale to nie była praca był to nadzwyczajny horror!
Pytacie pewnie dlaczego horror? A więc właśnie. Moja hostka uświadomiła mnie iż dzisiaj nie pracuje, i mam się natychmiast spakować i oddać jej telefon, ona nie m ochoty ze mną współpracować za to, że zamieściłam na facebooku pytanie o którym wcześniej wspomniałam, że to brak szacunku i jestem z nią nieszczera... Okej. Poszłam się spakować chciałam powiadomić rodziców o tym, że no mamo tato niestety, ale nie wiem co mam ze sobą zrobić... Ale co się okazało zostałam odcięta od internetu...
Dobra nie ważne. :)) Spędziaqlam dzięń z koleżankami z którymi jakimś cudem sie skontaktowałam...
No i tak właśnie od niedzieli zeszłej niedzielni nie pracuję, a od zeszłej środy mieszkam z moją LCC i oficjalnie szukam nowej rodziny... Mimo wszystko udało sie osiągnąc to co chciałam, fakt faktem już chciałam wracać do Polski, ale od chwili gdy mieskam z moją lcc jestem pewna,że do Polski nie chcę wracać musze tu zostać nie przyjechałam tu po to żeby się poddać po miesiącu o nie nie nie ma takiej możliwości, szukam rodziny i się wyprowadzam!!! Tak właśnie !!!
Moje dni teraz wyglądają bardzo monotonnie, gdyż budze się późno nic nie robię cały dzień wieczorem czasem się zdarzy, że wyjdę z kolezankami... A tak to leżę i czekam na cud...
Taki to właśnie american dream....
Szlag by to trafił wszystko!!!
Zacznijmy od początku.
Wydawałoby się, że wszystko zaczyna się układać dobrze, że zaczynam się dogadywać z rodziną, z dzieciakami, że odnajduję się w Shelburne, niestety to było złudne przeczucie.
Zaczęłam sobie uświadamaiać, że jednak to wszystko nie zacznie pracować tak jak powinno, że dzieci jednak mnie polubią i że złapiemy jakiś kontakt. Więc zebrałam się w sobie i zadecydowałam nie chcę tutaj mieszkać, chce być gdzie indziej nie pasuję do tej rodziny i do reguł jakie oni narzucili mnie a przede wszystkim sobie i swoim dzieciom, bo ja jako tako się dopasować mogę na rok, ale nie przyjechałam tu po to żeby po każdym dniu pracy padać na pysk i obawiać każdego kolejnego dnia co te dzieciaki będą wyrabiać. Tak więc napisałam skormnego maila do mojej LCC z wiadomością iż chcę zmienić rodzinę... Po otrzymaniu wiadomości zwrotnej poinformowałam o tym hostkę, która była zawiedziona to mało powiedziane, była wręcz wściekła i sklonna żeby mnie zabić wzrokiem, ale nie ważne skoro powiedziałam A to i muszę powiedzieć B.
To było jakoś późnym wieczorem, wiec poszłam do swojego pokoju i zaczęłam analizować, że moża faktycznie byłam zmęczona ona też to był ciężki tydzień i może jednak uda się ponownie nawiązać jakąś współpracę.
Kolejnego dnia otrzymałam telefon od mojej LCC, która poinformowała mnie, że niebardzo mogę zmienić rodzinę i prosiła mnie wręcz moze nie błagała,ale prawie błagała żebym przeczekała jeszcze kolejny miesiąc. Z racji tego,że polubiłam moją lcc zgodziłam się i udałam się na kolację z moją hostką. Obie usiadłyśmy zaczęłyśmy rozmawiać no i dobra okej zacznijmy od nowa. Po kolacji nadal mnie to nurtowało, ze jednak tak być nie może, to wszystko będzie mega sztuczne, co oni sobie wyobrażają więc zasięgnęłam internetowej facebookowej wiedzy wśród innych au pair pytając jak to rzeczywiście ma wyglądać, czy mogli mi odmówić po miesiącu pracy zmianę rodziny, przecież doskonale wiem, że nie nadaję sie do tej rodziny, że nie pasujemy do siebie a co najważniejsze nie dogadujemy się. Co się okazało mialam rację, nie mogą tego zrobić, a więc dumna z siebie udałam się ze znajomymi do pubu cała w skowronka....
Sobotni poranek był okropny gdyż obudziłam się i zaczęłam żeby to ładnie ując ryczeć jak nie wiem co...Byłam skłonna zrezygnować z tego wyjazdu i wrócić do Polski (niestety) na właśny koszt moi kochani rodzicie moja siostra i mój brat bardzo mnie wsparli w tym momencie i podtrzymywali mnie na duchu, więc przez chwilę nie martwiłam się tym, że dobra wróce do Polski zrezygnuje poddam się.... Z racji tego, że to była sobota więc mój dzień wolny, postanowiłam poprawić sobie humor na zakupach gówno! Humor się nie poprawił gdyż dostałam sms od hostki, pracujesz w niedziele bo my musimy gdzieś jechać... Więc nici ze spotkanie ze znajomymi. Posłusznie wróciłam wcześniej do domu co by się wyspać i wstać rano ok 6 i zacząć pracę...
Niedziela rano, obudziłąm się o 6 zaczęłam pracę tzn myślałam, że zaczęłam, fakt zaczęło się coś, ale to nie była praca był to nadzwyczajny horror!
Pytacie pewnie dlaczego horror? A więc właśnie. Moja hostka uświadomiła mnie iż dzisiaj nie pracuje, i mam się natychmiast spakować i oddać jej telefon, ona nie m ochoty ze mną współpracować za to, że zamieściłam na facebooku pytanie o którym wcześniej wspomniałam, że to brak szacunku i jestem z nią nieszczera... Okej. Poszłam się spakować chciałam powiadomić rodziców o tym, że no mamo tato niestety, ale nie wiem co mam ze sobą zrobić... Ale co się okazało zostałam odcięta od internetu...
Dobra nie ważne. :)) Spędziaqlam dzięń z koleżankami z którymi jakimś cudem sie skontaktowałam...
No i tak właśnie od niedzieli zeszłej niedzielni nie pracuję, a od zeszłej środy mieszkam z moją LCC i oficjalnie szukam nowej rodziny... Mimo wszystko udało sie osiągnąc to co chciałam, fakt faktem już chciałam wracać do Polski, ale od chwili gdy mieskam z moją lcc jestem pewna,że do Polski nie chcę wracać musze tu zostać nie przyjechałam tu po to żeby się poddać po miesiącu o nie nie nie ma takiej możliwości, szukam rodziny i się wyprowadzam!!! Tak właśnie !!!
Moje dni teraz wyglądają bardzo monotonnie, gdyż budze się późno nic nie robię cały dzień wieczorem czasem się zdarzy, że wyjdę z kolezankami... A tak to leżę i czekam na cud...
Taki to właśnie american dream....
Szlag by to trafił wszystko!!!
poniedziałek, 10 września 2012
Takie moje małe spostrzeżenia z miesięcznego pobytu tutaj.
1. Rodzice nie wiedzą jak się zając swoimi dziećmi.
2. Metody wychowawcze, które tutaj się stosuje całkowicie odbiegają od polskich.
3. Pod żadnym pozorem nie wolno Ci uderzyć dziecka nie chodzi tu o bicie, a raczej o klapsy.
4. Nie możesz zostawić dziecka samego w samochodzie i wyjść np. zapłacić za paliwo.
5. Dzieci robią co chcą, gdzie chcą i jak chcą.
6. Zostawiają po sobie ogromny bałagan, nie zamykają szafek, nie spuszczają wody w toalecie.
7. Nie szanują żadnych swoich zabawek, a co najgorsze nie szanują drugiej osoby.
8. Wszystko wymuszają krzykiem i płaczem, rodzice ulegają.
9. Są bardzo mądre, ale co z tego?
10. Wszystko przystosowane jest do dzieci
11. Amerykanie nie przywiązują uwagi do ubioru potrafią wyjść wszędzie w pidżamie.
12. Zakupy są tutaj rajem dla wszystkich, do stanów warto przyjechać tylko na zakupy.
13. Vermont to dziura! :D:D:D:D
No i tyle. A jeszcze moja dzisiejsz sytuacja w domu
Dzieci szykują się do szkoły oczwyiście wszystko robią na przekór nie jedzą bla bla bal, matka biega za nimi po pewnym czasie podchodzi do mnie i zwraca się z tekstem
Iwona mogłabyś mi pomóc bo ja nie dam sobie rady z trójką dzieci nie ogarnę ich. Moja odpowiedź w myślach to po cholere masz trójkę dzieci skoro nie dajesz sobie z nimi rady? Do ładnych zdjęć.
No to czas zacząc pracę. I kolejny tydzień.
Ta daaaam :D
1. Rodzice nie wiedzą jak się zając swoimi dziećmi.
2. Metody wychowawcze, które tutaj się stosuje całkowicie odbiegają od polskich.
3. Pod żadnym pozorem nie wolno Ci uderzyć dziecka nie chodzi tu o bicie, a raczej o klapsy.
4. Nie możesz zostawić dziecka samego w samochodzie i wyjść np. zapłacić za paliwo.
5. Dzieci robią co chcą, gdzie chcą i jak chcą.
6. Zostawiają po sobie ogromny bałagan, nie zamykają szafek, nie spuszczają wody w toalecie.
7. Nie szanują żadnych swoich zabawek, a co najgorsze nie szanują drugiej osoby.
8. Wszystko wymuszają krzykiem i płaczem, rodzice ulegają.
9. Są bardzo mądre, ale co z tego?
10. Wszystko przystosowane jest do dzieci
11. Amerykanie nie przywiązują uwagi do ubioru potrafią wyjść wszędzie w pidżamie.
12. Zakupy są tutaj rajem dla wszystkich, do stanów warto przyjechać tylko na zakupy.
13. Vermont to dziura! :D:D:D:D
No i tyle. A jeszcze moja dzisiejsz sytuacja w domu
Dzieci szykują się do szkoły oczwyiście wszystko robią na przekór nie jedzą bla bla bal, matka biega za nimi po pewnym czasie podchodzi do mnie i zwraca się z tekstem
Iwona mogłabyś mi pomóc bo ja nie dam sobie rady z trójką dzieci nie ogarnę ich. Moja odpowiedź w myślach to po cholere masz trójkę dzieci skoro nie dajesz sobie z nimi rady? Do ładnych zdjęć.
No to czas zacząc pracę. I kolejny tydzień.
Ta daaaam :D
niedziela, 9 września 2012
Dziwny jest ten świat
I kolejny weekend dobiegł końca. Tygodnie lecą wolno za to weekendy nie zdążę się obrócić a tu już niedziela godz 17.30!!!
Weekend jak każdy jeden obfity w wiele sytuacji. Uh właściwie to nie wiem od czego zacząć.
Przez całe 3 dni była u mnie koleżanka z Polski, którą poznałam w piątek wieczorem,ale zakomunikowałam mojej host mamie, że jest to moja dobra koleżanka, że znamy się bardzo długo. Właściwie ona nie przyjechała do mnie, a do naszego kolegi z Brazylii, ale, ze on nie mógł jej przenocować więc zapytał mnie, no to czemu nie. I tak właśnie zaczął się weekend.
W piątek wieczorem wybraliśmy się do miasta. Pobawiliśmy się w mieście, "które nigdy nie śpi" (ha ha ha) dziura zabita dechami, ale ok ogarniemy to.
Kolejnego dnia pogoda nie była taka jak być powinna więc, wpadliśmy na pomysł, a może pójdziemy do kina. I tak właśnie zrobiliśmy poszliśmy do kina... Połowy filmu oczwyście nie byłam w stanie zrozumieć, dzięki bogu, że mogłam chociaż popatrzeć, a nie ukrwam, że bardzo chciało mi się spać powstrzymałam się nie zasnęłam.
Po tym jakże ciekawym filmie pojechaliśmy do domów przebraliśmy się i do miasta, jednakże po drodze miałam przygody, otóż zgubiłam klucze do domu... Cudownie, ale sytuacja została opanowana.
Dziś niedziela. Najgorszy dzień w tygodniu, ale nie dziś. Wraz z Irmą pojechałysmy na North Beach posnułysmy się :P pośmiałyśmy i odnalazłysmy ciekawy sklep!!! łuhuuu jak co weekend :/.
Ale że Irma musi pracować no to pojechała do domu....
Jezu jak mi się nie chce pisać :P idę obejrzeć mam talent i wychodzę znów :P
Naprawdę zaczyna mi się tu podobać!!! :d
Moja podróż z Irmą
Weekend jak każdy jeden obfity w wiele sytuacji. Uh właściwie to nie wiem od czego zacząć.
Przez całe 3 dni była u mnie koleżanka z Polski, którą poznałam w piątek wieczorem,ale zakomunikowałam mojej host mamie, że jest to moja dobra koleżanka, że znamy się bardzo długo. Właściwie ona nie przyjechała do mnie, a do naszego kolegi z Brazylii, ale, ze on nie mógł jej przenocować więc zapytał mnie, no to czemu nie. I tak właśnie zaczął się weekend.
W piątek wieczorem wybraliśmy się do miasta. Pobawiliśmy się w mieście, "które nigdy nie śpi" (ha ha ha) dziura zabita dechami, ale ok ogarniemy to.
Kolejnego dnia pogoda nie była taka jak być powinna więc, wpadliśmy na pomysł, a może pójdziemy do kina. I tak właśnie zrobiliśmy poszliśmy do kina... Połowy filmu oczwyście nie byłam w stanie zrozumieć, dzięki bogu, że mogłam chociaż popatrzeć, a nie ukrwam, że bardzo chciało mi się spać powstrzymałam się nie zasnęłam.
Po tym jakże ciekawym filmie pojechaliśmy do domów przebraliśmy się i do miasta, jednakże po drodze miałam przygody, otóż zgubiłam klucze do domu... Cudownie, ale sytuacja została opanowana.
Dziś niedziela. Najgorszy dzień w tygodniu, ale nie dziś. Wraz z Irmą pojechałysmy na North Beach posnułysmy się :P pośmiałyśmy i odnalazłysmy ciekawy sklep!!! łuhuuu jak co weekend :/.
Ale że Irma musi pracować no to pojechała do domu....
Jezu jak mi się nie chce pisać :P idę obejrzeć mam talent i wychodzę znów :P
Naprawdę zaczyna mi się tu podobać!!! :d
Moja podróż z Irmą
czwartek, 6 września 2012
LCC
Dobra może coś trochę o mojej LCC, która nie wykazała się zbyt ogromnym zainteresowaniem moją osobą.
Faktycznie najbardziej zależy jej na dobru rodziny, przeleciała przez cała papierkową robotę bardzo szybko...
Nic ciekawego nie zapytała o mnie.
Jedynie jakie są moje relacje z dziećmi.
Starała mnie uswiadomić w tym iż nie powinnam zmieniać tej rodziny i ma nadzieję,że tak się nie stanie z uwagi na to, że żadna Au Pair nie była u nich pełny rok. Więc jeśli mi się to uda będę szczęściarą.
Wiec moge wnioskować, że ani ona nie ma ochoty szukać nowej au pair dla nich a w najgorszym wypadku nowej rodziny dla mnie, więć jeśli coś pójdzie nie tak to mogę się założyć, że od razu wyśle mnie do domu.
Odpukać na razie jest okej. Tzn może nie aż tak okej jak być powinno, nadal jestem głupią idiotką która ma wracać do Polski. Nie słuchaj się mnie w ogóle, ale cóż ja robię swoje.
Wbrew pozorom matka w domu to nie jest ułatwienie. Wręcz przeciwnie. Dzieciaki wiedzą, że ona tutaj jest i robią wszystko, żeby jej przeszkadzać podczas pracy. Koszmar. Bo kto obrywa później? Au pair.
Ale nie mam zamiaru teraz się żalic. Udźwignę to bo kto jak nie ja?
Cieszę się z każdej chwili wolnego. Uwierzcie mi, że jak wybija godzina 17 tudzież wczoraj 20 jestem cała szczęśliwa wraca mi cała energia i mam ochotę podbijać świat. To chyba dobrze...
Około 20minut temu byłam w banku założyć konto. Bank który wybrałam to TD konto studenckie, darmowe.... Co było moim największym zdziwieniem? Po podpisaniu papierków wytłumaczeniu mi wszystkiego przez mega przystojnego pracownika (moment na westchnienie) otrzymała swoją kartę!!!!
Byłam pewna, że będę musiała czekać kilka tygodni a tu proszę.
No ale oczywiście głupie uśmieszki, że niby wszystko rozumiem, ale chłopak ogarnął i zaczął mówić powoli i tłumaczyć wszystko tak żebym mogła zrozumieć. Dzięki Bogu.
Pytała o to skąd jestem gdzie mieszkam w Polsce. Jaki jest Wrocław, polecił mi kilka fajnych miejsc tutaj w Burlington, powiedział, że często tam bywa i ma nadzieję, że się tam spotkamy. Taak na pewno ;D
Teraz swoje ostanie 2h wolnego spędzam w Sturbucksie, zresztą jak zwykle kiedy mam wolne.
Gdyż jakoś nie mam ochoty siedzieć w tym ciemnym pokoju. Ten mrok mnie przeraża autetycznie. Nie ukrywam, że pokój naprawdę mam przytulny, ale mógłby być bardziej przytulny gdyby było w nim więcej światła bo jestem przyzywczajona do mojego pomarańczowego pełnego słońca pokoju...
Wytrzymam :)
Kupię lampki świąteczne i oświetlę pokój, a co!!! :D
Ogromnymi krokami zbliża się weekend! Kolejny weekend w stanach.
Kolejne oczekiwnanie na kolejne weekendy i tak aż do 13.08.2013
Faktycznie najbardziej zależy jej na dobru rodziny, przeleciała przez cała papierkową robotę bardzo szybko...
Nic ciekawego nie zapytała o mnie.
Jedynie jakie są moje relacje z dziećmi.
Starała mnie uswiadomić w tym iż nie powinnam zmieniać tej rodziny i ma nadzieję,że tak się nie stanie z uwagi na to, że żadna Au Pair nie była u nich pełny rok. Więc jeśli mi się to uda będę szczęściarą.
Wiec moge wnioskować, że ani ona nie ma ochoty szukać nowej au pair dla nich a w najgorszym wypadku nowej rodziny dla mnie, więć jeśli coś pójdzie nie tak to mogę się założyć, że od razu wyśle mnie do domu.
Odpukać na razie jest okej. Tzn może nie aż tak okej jak być powinno, nadal jestem głupią idiotką która ma wracać do Polski. Nie słuchaj się mnie w ogóle, ale cóż ja robię swoje.
Wbrew pozorom matka w domu to nie jest ułatwienie. Wręcz przeciwnie. Dzieciaki wiedzą, że ona tutaj jest i robią wszystko, żeby jej przeszkadzać podczas pracy. Koszmar. Bo kto obrywa później? Au pair.
Ale nie mam zamiaru teraz się żalic. Udźwignę to bo kto jak nie ja?
Cieszę się z każdej chwili wolnego. Uwierzcie mi, że jak wybija godzina 17 tudzież wczoraj 20 jestem cała szczęśliwa wraca mi cała energia i mam ochotę podbijać świat. To chyba dobrze...
Około 20minut temu byłam w banku założyć konto. Bank który wybrałam to TD konto studenckie, darmowe.... Co było moim największym zdziwieniem? Po podpisaniu papierków wytłumaczeniu mi wszystkiego przez mega przystojnego pracownika (moment na westchnienie) otrzymała swoją kartę!!!!
Byłam pewna, że będę musiała czekać kilka tygodni a tu proszę.
No ale oczywiście głupie uśmieszki, że niby wszystko rozumiem, ale chłopak ogarnął i zaczął mówić powoli i tłumaczyć wszystko tak żebym mogła zrozumieć. Dzięki Bogu.
Pytała o to skąd jestem gdzie mieszkam w Polsce. Jaki jest Wrocław, polecił mi kilka fajnych miejsc tutaj w Burlington, powiedział, że często tam bywa i ma nadzieję, że się tam spotkamy. Taak na pewno ;D
Teraz swoje ostanie 2h wolnego spędzam w Sturbucksie, zresztą jak zwykle kiedy mam wolne.
Gdyż jakoś nie mam ochoty siedzieć w tym ciemnym pokoju. Ten mrok mnie przeraża autetycznie. Nie ukrywam, że pokój naprawdę mam przytulny, ale mógłby być bardziej przytulny gdyby było w nim więcej światła bo jestem przyzywczajona do mojego pomarańczowego pełnego słońca pokoju...
Wytrzymam :)
Kupię lampki świąteczne i oświetlę pokój, a co!!! :D
Ogromnymi krokami zbliża się weekend! Kolejny weekend w stanach.
Kolejne oczekiwnanie na kolejne weekendy i tak aż do 13.08.2013
środa, 5 września 2012
środa środa środa
wszystkie dzieciaki w szkole. mam wolne do 12, ale co z tego. Dziś pracuję do 19. Cudownie ;)
Nie wiem nie mam siły już do nich. Szczególnie do najstarszego, który non stop pyskuję, nie chcę robić tego co mu powiem zero szacunku, a co za tym idzie? Młodsi biorą z niego przykład i powielają to.
Rozwydrzone, rozpieszczone (prawdziwie) bez stresowo wychowywane dzieciaki!!!
Wszystko co oni tutaj robią nigdy w życiu nie przejdzie u mnie w domu z moimi dziećmi!!!
Wyobrażacie sobie, stoją dwie dorosłe osoby i rozmawiają podbiega dziecko krzyczy do jednej głupia idiotko (przy tym jest matka) i kopie Cię w kostkę po czym ucieka. Rekacja matki? Kontynuuję rozmowę. Zero konsekwencji zero!!!
Jak tak można?!
Poza tym 10 letnie dziecko samo potrafi zanieść swój plecak do pokoju i wyciągnąć z niego śniadaniówkę, nie wspomnę już o spuszczaniu wody w toalecie po sobie... Bardzo trudne zadania to są, naprawdę.
Nie wyobrażam sobie tych dzieciaków za kilkanaście lat. Okej może mają dużo wiedzy naukowej w szkole bla bla, dziś odwiedziałam tę szkołę i naprawdę sale są nieziemsko wyposażone i w przedszkole i w podstawówce. Niejedna polska szkoła by pozazdrościła, ale co z tego? Oni mają wszystko podane na tacy, nie będa mieć żadnej użytecznej wiedzy, nie będą mogli sobie poradzić z innymi rzeczami.
Jak to moje koleżanki napisały na swoim blogu, faktycznie taki amerykańskim dzieciakom przydałaby się szkoła życia na polskiej wsi!!!
Kolejna rzecz. Szacunek, nie mają go do niczego, ani do swoich zabawek, ani do innych ludzi, ani do jedzenia no do niczego!!!
Ach aż nie mam już ochoty tego opisywać. Bo to naprawdę niezły dokukmen by powstał. Na dodatek moje dzieci są rude więc to jeszcze "dowala" do pieca.
Dziękuję.
Pozdrawiam.
P.S.
Pada deszcz. Od wczoraj. Pada. Pada.Pada. Nie mam ochoty ruszać się z domu!!!
Czekam na piątek piąteczek piątuniu. Jeszcze cała środa, czwartek i piątek!!! <3
Nie wiem nie mam siły już do nich. Szczególnie do najstarszego, który non stop pyskuję, nie chcę robić tego co mu powiem zero szacunku, a co za tym idzie? Młodsi biorą z niego przykład i powielają to.
Rozwydrzone, rozpieszczone (prawdziwie) bez stresowo wychowywane dzieciaki!!!
Wszystko co oni tutaj robią nigdy w życiu nie przejdzie u mnie w domu z moimi dziećmi!!!
Wyobrażacie sobie, stoją dwie dorosłe osoby i rozmawiają podbiega dziecko krzyczy do jednej głupia idiotko (przy tym jest matka) i kopie Cię w kostkę po czym ucieka. Rekacja matki? Kontynuuję rozmowę. Zero konsekwencji zero!!!
Jak tak można?!
Poza tym 10 letnie dziecko samo potrafi zanieść swój plecak do pokoju i wyciągnąć z niego śniadaniówkę, nie wspomnę już o spuszczaniu wody w toalecie po sobie... Bardzo trudne zadania to są, naprawdę.
Nie wyobrażam sobie tych dzieciaków za kilkanaście lat. Okej może mają dużo wiedzy naukowej w szkole bla bla, dziś odwiedziałam tę szkołę i naprawdę sale są nieziemsko wyposażone i w przedszkole i w podstawówce. Niejedna polska szkoła by pozazdrościła, ale co z tego? Oni mają wszystko podane na tacy, nie będa mieć żadnej użytecznej wiedzy, nie będą mogli sobie poradzić z innymi rzeczami.
Jak to moje koleżanki napisały na swoim blogu, faktycznie taki amerykańskim dzieciakom przydałaby się szkoła życia na polskiej wsi!!!
Kolejna rzecz. Szacunek, nie mają go do niczego, ani do swoich zabawek, ani do innych ludzi, ani do jedzenia no do niczego!!!
Ach aż nie mam już ochoty tego opisywać. Bo to naprawdę niezły dokukmen by powstał. Na dodatek moje dzieci są rude więc to jeszcze "dowala" do pieca.
Dziękuję.
Pozdrawiam.
P.S.
Pada deszcz. Od wczoraj. Pada. Pada.Pada. Nie mam ochoty ruszać się z domu!!!
Czekam na piątek piąteczek piątuniu. Jeszcze cała środa, czwartek i piątek!!! <3
poniedziałek, 3 września 2012
Six Flags
Tak wyglądała sobota. Dużo przygód jednego dnia.
Wszystko zaczeło się od tego, że miałyśmy wyjechać o godzinie 7.30 z domu żeby zdążyż na prom o godzinie 8.00 ale oczywiście co? Zaspałyśmy. Więc wypłynęłyśmy promem o godzi.9.30 oczywiście na prom dojechałyśmy na styk... Wszystko ładnie pięknie szczęśliwe zaparkowałysmy samochód i poszłysmy na górny pokład... Po 25min dopłynęłyśmy do stanu NY. Droga minęła bardzoooo bardzooo szybko.
Sam park rozrywki hm no jest ogromny trzeba to przyznać, ale nie zrobił na mnie tak wielkiego wrażenia jak przypuszczałam, że tak może się stać. Wydaje mi się, że jednak Mirabilandia jest znacznie lepsza.
Po kilku godzinach spędzonych w Six Flags przyszedł czas na powrót do domu. Mega zmęczone wracałysmy do auta z nadzieją, że zjemy wreszcie nasze przepyszne kanapki, dotarłysmy do auta otwieramy bagażnik wyciągamy kanapki a tu dupa kanapki się zagotowały ;]
A więc trzeba było wybrać się do okropnego McDonalda ;/
Najedzone, napite i szczęsliwe wsiadłyśmy do samochodu ustaliłyśmy trase powrotną na naszej krowie (gps) zaznaczając, że nie chcemy wracać użwyając promu bo ostani prom odpływał o godz 18 a nasz dzień w six flags skończył się o 17.30 a więc nie zdążyłybyśmy na ten prom.
Trasa ustalona miejsce zajęte, pasy zapięte jedziemy....
Irma powoli zasypia, ja twardo się trzymam nie wolno mi spać nie wolno mi spać... na zmiane otwierałam okna albo włączałam mocniej klimatyzacje... głośna muzyka, pobudzała.
GPS każe nam zjechać na jakimś zjeździe, pokazując,że mamy tylko godzinęd drogi do domu. Pojawił się usmiech na naszych twarzach huraaa zaraz będziemy w domach!!!
Gówno prawda!
Znalazłysmy się w środku jakiegoś lasu, nie wiedząc gdzie jesteśmy z połowa baku (samochod bardzo dużo pali ogromnie duuuużo!!!!) z obawą, ze nie dojedziemy do najbliższej stacji bo nie wiemy gdzie jest.
Jechałyśmy w niewiadomo gdzie przez jakąs godzinę....
Aż tu nagle gps oznajmuje nam, wjedź na prom. ŻE CO?!?!?!?!?!?!
Patrzymy jest kasa, podjeżdzamy i grzecznie pytamy czy jest jakiś prom jeszcze, na co przemiła pani oznajmia Tak. Udało Wam się dziewczyny zdążyż na ostani prom dzisiejszego dnia (godz. 20.30)
Uf...
Glupi jednak ma szczęście...
Udało się dojechałyśmy do domu całe i zdrowe .... :D
Niedziela.... Niedziela jak to nie niedziela. Nuda nuda nuda....
Pojechałysmy do miasta pochodziłysmy pooglądałysmy okoliczne budynki i tyle...
Wróciłam do domu film i do spania.
Dziś wolne przez Święto Pracy.
Całuję ;***
czwartek, 30 sierpnia 2012
Totalna demolka i pierwsze zajęcia w colleg'u
Totalna demolka?
A no własnie dlaczego totalna demolka...
Wszystko zaczęło się od tego, iż wczoraj wieczorem przyjechał host dad, a więc dzisiejszy poranek miałam z głowy aczkolwiek wstałam grzecznie i o godzinie 7 byłam gotowa do pracy po czym moja host mama oznajmiła mi iż nie musiałam tego robić, ale skoro już wstałam to mogę zostać taa... :)
Zjedliśmy wszyscy wspólnie irlandzkie śniadanie oj naprawdę było bardzo dużo wszystkiego m.in naleśniki z owocami, syropem klonowym, kiełbaski, boczek i coś podobnego do naszej kaszanki do tego herbata z mlekiem czyste szaleństwo ;)
Zdjęć nie robiłam bo hm po pierwsze nie miałam aparatu przy sobie po drugie zapewne dziwnie by to wyglądało.
Po śniadaniu dzieciaki zostały odwiezione do szkoły przez tatę, a więc pół godziny wolnego. Po powrocie zaczęła się wcześniej wspomniana totalna demolka.
Moja host rodzina jest w trakcie remontu domu tzn cały czas coś w nim robią, schody są prowizoryczne czekają na montaż, który ma się odbyć podobno w październiku, łazienka hostów też jest w dość surowym stanie, ale dzisiejszego dnia zajęliśmy się salonem.
Dokładnie rzecz biorąc rozwalaliśmy ścianę, aby powiększyć salon. Każdy wie, albo domyśla się, że ściany amerykańskich domów są dość kruche. Tak to prawda wystarczy jeden silniejszy "kopniak" w odpowiednie miejsce w ścianie i bumm mamy ogromną dziurę.
Dośc duży ubaw był podczas demolki szczególnie dla najmłodszego chłopca...
A tu kilka zdjęć
A no własnie dlaczego totalna demolka...
Wszystko zaczęło się od tego, iż wczoraj wieczorem przyjechał host dad, a więc dzisiejszy poranek miałam z głowy aczkolwiek wstałam grzecznie i o godzinie 7 byłam gotowa do pracy po czym moja host mama oznajmiła mi iż nie musiałam tego robić, ale skoro już wstałam to mogę zostać taa... :)
Zjedliśmy wszyscy wspólnie irlandzkie śniadanie oj naprawdę było bardzo dużo wszystkiego m.in naleśniki z owocami, syropem klonowym, kiełbaski, boczek i coś podobnego do naszej kaszanki do tego herbata z mlekiem czyste szaleństwo ;)
Zdjęć nie robiłam bo hm po pierwsze nie miałam aparatu przy sobie po drugie zapewne dziwnie by to wyglądało.
Po śniadaniu dzieciaki zostały odwiezione do szkoły przez tatę, a więc pół godziny wolnego. Po powrocie zaczęła się wcześniej wspomniana totalna demolka.
Moja host rodzina jest w trakcie remontu domu tzn cały czas coś w nim robią, schody są prowizoryczne czekają na montaż, który ma się odbyć podobno w październiku, łazienka hostów też jest w dość surowym stanie, ale dzisiejszego dnia zajęliśmy się salonem.
Dokładnie rzecz biorąc rozwalaliśmy ścianę, aby powiększyć salon. Każdy wie, albo domyśla się, że ściany amerykańskich domów są dość kruche. Tak to prawda wystarczy jeden silniejszy "kopniak" w odpowiednie miejsce w ścianie i bumm mamy ogromną dziurę.
Dośc duży ubaw był podczas demolki szczególnie dla najmłodszego chłopca...
a tu coś z myślą o Tobie Tato ;))
A szkoła... Oj pierwsze co ciężko było mi się odnaleźć na tym całym kampusie.
Poczułam się jak w Amerykańskim filmie widząc dookoła siebie tych wszystkich ludzi jedżących na deskach, rowerach siedzących przed swoimi akademickimi domami, które są identyczne jak we wszystkich komediach i każdy z nich ma swoją nazwę!!!
Nie zrobiłam zdjęć bo blond Iwona zabrała aparat, ale bez kartki pamięci BRAWO!!!
A więc jak już odnalazłam się w tym całym ogromnym miejscu znalazłam odpowiedni budynek i doszłam wreszcie w której klasie mam zajęcia, zajęłam swoje miejsce i czekałam na nauczyciela. Kurs jaki wybrałam nosi nazwę Postive Psychology. Dziękuje sama sobie, że mam podstawy psychologii i część dzisiejszego wykładu znałam tylko dzięki temu jak używał nazwisk kilku psychologów (ukłony w strone wykładowców DSW)
Po zajęciach podeszłam oznajmić profesorowi, że jestem Au Pair bla bla bla i że nie rozumiem wszystkiego,ale się staram, na co on zaoferował mi pomoc jeśli czego nie rozumiem wysyłam mu email on stara sie wytłumaczyć. Jezu Ci wszyscy ludzie tutaj są tak mili wszędzie wszędzie wszędzie!!! W sklepie, na stacji benzynowej, na ulicy, w parku, nad jeziorem w sąsiedztwie wszędzie!!!
Wróciłam do domu i mam zamiar obejrzeć do końca Jak zostać królem, host mama dała mi do obejrzenia, ach... no a że jutro mam wolny poranek to mogę korzystać.
Mini mapka campusu http://www.champlain.edu/Documents/about_champlain/Campus-Map.pdf
I coś specjalnie dla Wąskiej :*
środa, 29 sierpnia 2012
Środowo popołudniowo ;)
Dobra dzieci poszły do szkoły!
Finally.
Przez pół dnia był spokój. Miałam pod opieką tylko najmłodszego szkraba, który nie sprawia tylu problemów i jest bardzo podporządkowany jeśli wie się jak go zająć...
Poranek spędziliśmy w domu, a później wybraliśmy się na basen. Całkiem wesoło było. Już wiem, że będę tam uczęszczać częściej właściwie to w każdych wolnych chwilach będe starać się tam chodzić.
W drodze powrotnej maluch zasnął mi w samochodzie, przeniosłam go na kanapę w domu, choć nie powinnam tego robić, powinnam go obudzić, ale chciałam mieć chwile spokoju i w spokoju przygotować lunch. Udało się !!! No, ale sielanka skończyła się o godz. 15 kiedy to reszta wrócila do domu...
Otrzymałam plan dnia... Wyśmienicie.
Teraz staram się wyluzować i czekam na piątek... bardzo na niego czekam.
A co ze mną?
Hm...
Nie mam już kryzysów jak na razie, wszystko jest okej. Sprytnie oszukałam trzech muszkieterów mianowicie bardzo lubią nazywać mnie głupią idiotką, więc odpowiedziałam im, że dziękuję, że mnie tak nazywają bo w Polsce idiotka/idiota oznacza bardzo miły uprzejmy. Działa... Więc już tak nie powiedzili zaczęli się przestrzegać mówiąc do siebie po cichu : .... nie mów więc na Iwone idiotka, bo w polsce bla bla bla.... :))
No więc zaczynam jakoś działać :) ale to dopiero połowa 2 tygodnia tutaj uh. jeszcze tyleeeeee czasu.
Finally.
Przez pół dnia był spokój. Miałam pod opieką tylko najmłodszego szkraba, który nie sprawia tylu problemów i jest bardzo podporządkowany jeśli wie się jak go zająć...
Poranek spędziliśmy w domu, a później wybraliśmy się na basen. Całkiem wesoło było. Już wiem, że będę tam uczęszczać częściej właściwie to w każdych wolnych chwilach będe starać się tam chodzić.
W drodze powrotnej maluch zasnął mi w samochodzie, przeniosłam go na kanapę w domu, choć nie powinnam tego robić, powinnam go obudzić, ale chciałam mieć chwile spokoju i w spokoju przygotować lunch. Udało się !!! No, ale sielanka skończyła się o godz. 15 kiedy to reszta wrócila do domu...
Otrzymałam plan dnia... Wyśmienicie.
Teraz staram się wyluzować i czekam na piątek... bardzo na niego czekam.
A co ze mną?
Hm...
Nie mam już kryzysów jak na razie, wszystko jest okej. Sprytnie oszukałam trzech muszkieterów mianowicie bardzo lubią nazywać mnie głupią idiotką, więc odpowiedziałam im, że dziękuję, że mnie tak nazywają bo w Polsce idiotka/idiota oznacza bardzo miły uprzejmy. Działa... Więc już tak nie powiedzili zaczęli się przestrzegać mówiąc do siebie po cichu : .... nie mów więc na Iwone idiotka, bo w polsce bla bla bla.... :))
No więc zaczynam jakoś działać :) ale to dopiero połowa 2 tygodnia tutaj uh. jeszcze tyleeeeee czasu.
Kilka zdjęć z dzisiaj ;)
wtorek, 28 sierpnia 2012
take it easy
take it easy take it easy...
dlatego właśnie kocham wieczory, kocham wolne popołudnia, a w szczególności wolne poranki. Jeden czeka mnie w piątek więc będę mogła się wyspać <3 <3 <3
Jutro najbardziej oczekiwany dzień. zaczyna się szkoła!!! hell yeah!!!
Nie mogę się doczekać! Ale nie ważne. Pochawale się Wam jak wyglądał mój pokój w chwili przyjazdu i jak wygląda po dwóch tygodniach...
dlatego właśnie kocham wieczory, kocham wolne popołudnia, a w szczególności wolne poranki. Jeden czeka mnie w piątek więc będę mogła się wyspać <3 <3 <3
Jutro najbardziej oczekiwany dzień. zaczyna się szkoła!!! hell yeah!!!
Nie mogę się doczekać! Ale nie ważne. Pochawale się Wam jak wyglądał mój pokój w chwili przyjazdu i jak wygląda po dwóch tygodniach...
Kilka godzin po przyjeździe, zaraz po rozpakowaniu
Zdjęcia z dziś / 20.08.2012
musiałam... :P
Właściwie to tyle. Bo nic ciekawego się dziś nie działo, pomimo tego, że chłopcy dali popalić i mnie i host mamie. Więc to był bardzo ciężki dzień... Dzieki Bogu jutro już szkoła, wszystko wróci do normy, będą bardziej zdyscyplinowani. A za miesiąc NY :)
A tu kilka zdjęć z mojego jakże cudownego miejsca gdzie jeżdżę zawsze odreagować ...
Siostro maa kochana specjalnie dla Ciebie robię co chwilę zdjęcia gdziekolwiek jestem!
<3
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
mandat
tak dziś otrzymałam swój pierwszy w życiu mandat! dzięki Bogu nie jest kosmicznie drogi ;p
takie są skutki złego parkowania :P
takie są skutki złego parkowania :P
I już wtorek za pasem łuhuuu!
A w sobotę najprawdopodobniej Six Flags je je je :))
Let's have some fun!!
a tu taka mała próbka tego co nas tam czeka ;)
enjoy!
niedziela, 26 sierpnia 2012
2 tydzień w USA
Jutro zacznie się mój 3 tydzień w Stanach. Dość szybko zleciał ten czas ... właściwie nawet nie wiem kiedy do tego doszło, ale to dobrze.
Najważniejsze, że pierwszy prawdziwie wolny weekend minął cudownie.
Zacznijmy od początku ;)
Piątek wieczór.
Po pracy spokojnie usiadłam w pokoju i odetchnęłam z ulgą PRZETRWAŁAM ten tydzień!!! Dałam radę, pomimo wielu chwil słabości, momentów załamania i chęci powrotu do domu, przetrwałam pierwszy tydzień jeszcze wiele tygodni przede mną, ale te pierwsze są najważniejsze (podobno).
Pojechałam uczcić to wraz ze znajomymi. Niestety musiałam jechać samochodem, ponieważ nikt nie mógł mnie zabrać ze sobą bo nikomu nie pasowało... No więc udałam się do Down Town posiedzieliśmy w Irish Pubie, następnie na chwilę poszliśmy do klubu Nectar, grają tu muzykę na żywo zazwyczaj rock nie spodobało mi się ... Ogólnie dziwnie czułam się w tym towarzystwie, ludzie, którzy znają się bardzo długo i ja... Nie ważne.
Wróciłam do domu ok 3 i tak minął piątek.
Sobota była jednym z najciekawszych dni. Do południa wylegiwałam się w łóżku, w końcu jak się zebrałam z łóżka wsiadłam do samochodu i odebrałam Irmę ( dziewczyna z Meksyku) z jej domu i pojechałyśmy do mnie. Spędziłyśmy trochę czasu na plaży popijając ochydne amerykańskie piwo bleah.
Po plaży zakupy zakupy zakupy jeju sklepy tutaj są dla mnie rajem! Serio serio!!!
Po aktywnym dniu z Irmą przyszedł czas na chill przy dobrym alkoholu (ta......)
Po 21 razem z Camilą, Juan i Jems'em pojechaliśmy na grilla do Caio. Pożegnalna impreza Pauliny...
Poznałam kilka innych Au Pair. Nie ukrywam, ze atmosfera była dość dziwna, ale tak chyba wyglądają początki każdego.
btw grill był przepyszny Caio przygotował najpyszniejsze potrawy jakie do tej pory w stanach jadłam.
Później było miasto, ale niestety imprezy w klubach kończą się o godz 2. a więc sobotnie melanżowanie skończyłam dość szybko.
Niedziela. Ostatni dzień weekendu, spędzony w połowie z host family w połowie z Irmą.
Urodziny Johna 9. Przyjęcie na plaży. Zjadłam tort dałam prezent poszłam do domu. Tak to wyglądało. Wyszłam z założenia, że spędzam z nimi na tyle dużo czasu w tygodniu, że w weekendy daje i im i sobie wolne :D.
A więc postanowiłam pojechać znów do Irmy. Szaleństwo zakupów w Marshalls ooo nie kocham kocham kocham ten sklep! Czułam się jak w raju!!! Tylko był jeden problem, nie mogłam wydać pieniędzy trzeba oszczędzać, a więc kupiłam jedną jedyną rzecz, mianowicie japonki.
Zmęczone łażeniem oglądaniem przeglądaniem i zastanawianiem się czy jest nam to potrzebne, uznałyżmy, ze idziemy coś zjeść. Irma wybrała miejsce gdzie pójdziemy
Chilis.
Uh najadłam się cholernie cholernie cholernie.
Najważniejsze, że pierwszy prawdziwie wolny weekend minął cudownie.
Zacznijmy od początku ;)
Piątek wieczór.
Po pracy spokojnie usiadłam w pokoju i odetchnęłam z ulgą PRZETRWAŁAM ten tydzień!!! Dałam radę, pomimo wielu chwil słabości, momentów załamania i chęci powrotu do domu, przetrwałam pierwszy tydzień jeszcze wiele tygodni przede mną, ale te pierwsze są najważniejsze (podobno).
Pojechałam uczcić to wraz ze znajomymi. Niestety musiałam jechać samochodem, ponieważ nikt nie mógł mnie zabrać ze sobą bo nikomu nie pasowało... No więc udałam się do Down Town posiedzieliśmy w Irish Pubie, następnie na chwilę poszliśmy do klubu Nectar, grają tu muzykę na żywo zazwyczaj rock nie spodobało mi się ... Ogólnie dziwnie czułam się w tym towarzystwie, ludzie, którzy znają się bardzo długo i ja... Nie ważne.
Wróciłam do domu ok 3 i tak minął piątek.
Sobota była jednym z najciekawszych dni. Do południa wylegiwałam się w łóżku, w końcu jak się zebrałam z łóżka wsiadłam do samochodu i odebrałam Irmę ( dziewczyna z Meksyku) z jej domu i pojechałyśmy do mnie. Spędziłyśmy trochę czasu na plaży popijając ochydne amerykańskie piwo bleah.
Po plaży zakupy zakupy zakupy jeju sklepy tutaj są dla mnie rajem! Serio serio!!!
Po aktywnym dniu z Irmą przyszedł czas na chill przy dobrym alkoholu (ta......)
Po 21 razem z Camilą, Juan i Jems'em pojechaliśmy na grilla do Caio. Pożegnalna impreza Pauliny...
Poznałam kilka innych Au Pair. Nie ukrywam, ze atmosfera była dość dziwna, ale tak chyba wyglądają początki każdego.
btw grill był przepyszny Caio przygotował najpyszniejsze potrawy jakie do tej pory w stanach jadłam.
Później było miasto, ale niestety imprezy w klubach kończą się o godz 2. a więc sobotnie melanżowanie skończyłam dość szybko.
Niedziela. Ostatni dzień weekendu, spędzony w połowie z host family w połowie z Irmą.
Urodziny Johna 9. Przyjęcie na plaży. Zjadłam tort dałam prezent poszłam do domu. Tak to wyglądało. Wyszłam z założenia, że spędzam z nimi na tyle dużo czasu w tygodniu, że w weekendy daje i im i sobie wolne :D.
A więc postanowiłam pojechać znów do Irmy. Szaleństwo zakupów w Marshalls ooo nie kocham kocham kocham ten sklep! Czułam się jak w raju!!! Tylko był jeden problem, nie mogłam wydać pieniędzy trzeba oszczędzać, a więc kupiłam jedną jedyną rzecz, mianowicie japonki.
Zmęczone łażeniem oglądaniem przeglądaniem i zastanawianiem się czy jest nam to potrzebne, uznałyżmy, ze idziemy coś zjeść. Irma wybrała miejsce gdzie pójdziemy
Chilis.
Uh najadłam się cholernie cholernie cholernie.
I tak minął mi weekend.
Jeszcze wieczorne plotki ploteczki z hostką i wreszcie leże w łóżu i mam zamiar położyć się spać!!!
Także dobranoc, a niektórym dzień dobry!
;*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)















