Dotarałam.
Jest godzina 07.58 pm. Niedawno wzięłam wreszcie prysznic w mega zimnej wodzie nie zdając sobie sprawy z tego, że mozna włączyć ciepłą wodę (typowe zagranie blondynki), ale to mało istotne.
Lot z Warszawy do Londynu zleciał hmm w miarę szybko. Sądziłam, że będzie gorzej, ale dzięki Bogu okazało się całkiem spoko. W samym Londynie nie odczułam jakoś szczególnie tych 2h czekania na samolot do NYC.
Lotnisko Heathrow jest ogromne i samo przejście z jednego terminalu do drugiego zajmuje od 10 do 15min tak więc jakoś zleciało.
Z dziewczynami udałyśmy się pod odpowiedni gate, który był jeszcze zamknięty i usilnie starałyśmy się znaleźć darmo wi-fi, bezskutecznie. Po około 20min otworzyli bramki. Kolejka była niesamowicie długa, więc postanowiłysmy poczekać aż wszyscy wejdą i w końcu wejdziemy my z racji tego, że nasze miejsca znajdowały się na samym ogonie samolotu. A więc bez pośpiechy i żadnego denerwowania grzecznie czekałyśmy do chwili kiedy po raz któryś ogłosili, że bramki zostają zamykane, tak więc szybko udałyśmy się do wejścia.
Lot zleciał szybko, ale był bardzo męczący. Do tej pory odczuwam ból kolan ;/
Oczywiście nie obyło się bez jakiś nieciekawych sytuacji chociażby brak miejsca na bagaż podręczny nad naszymi miejscami :| lub też nie działający telewizor na moim miejscu... Dzięki Bogu wzystko zostało ogarnięte, nie ma tego złego coby na dobre nie wyszło. Przez cały lot starałam się czymś zając, a to zaczęłam oglądać jeden film, później serial, później coś tam zamówiłysmy z dziewczynami sobie po małej rozluźniającej szklaneczce whisky z colą/spritem.
Zasnąć nie mogłam, chcoaiz bardzo sie starałam. Kiedy mi się to udało przyszedł stweard z pytaniem czy czegoś nie podać ....
W końcu w słuchawkach usłyszałam, że za 20 min lądujemy na lotnisku JFK. Tak więc cała szczęśliwa zaczęłam zbierać swoje rzeczy do kupy. Lecąc nad NYC nie wierzyłam, że tu jestem. Nadal w to nie wierzę. Zapomniałam dodać, że większą cześć samolotu zajmowały Au Pair.
Wylądowaliśmy nawet kładko, nieidealnie, ale w sam raz. Lot też momentami był męczący i bardzo trzęsło.
Oczywiście jak zwykle nieśpieszące się Polki wyszły z samolotu ostatnie, ale dlaczego? Dzięki uprzejmości bardzoo symaptycznej stweardessy, mogłysmy pójść do kabiny pilotów usiąść za sterami i porobić sobie zdjęcia :D
To wszystko działo się wczoraj. Za to dziś pierwszy dzień szkoleń...
Szkolenia fakt faktem mogą okazać się przydatne, ale są dośc nudne. W mojej grupie przeważają Niemki, ale idzie się przyzwyczaić ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz